niedziela, 23 lipca 2017

Z cyklu ZŁE GRY: Contraband

Obskurny, zapomniany tytuł z roku 1979, w którym gracze wcielają się w handlarzy narkotyków, szmuglujących nielegalny towar do USA i Kanady. 
W przypadku Contraband aż prosi się o naskrobanie krótkiej notki historycznej, obrazującej czasy w których ten tytuł ujrzał światło dzienne. 
Zapraszam do recenzji!

zdjęcie: Brian Zagst w serwisie BGG

Pojawienie się gry akurat w roku 1979 nie jest przypadkiem. W tym właśnie okresie spożycie nielegalnych środków odurzających w Stanach było największe w historii, a handel narkotykami kwitł w najlepsze. Sporządzona w tymże właśnie roku ankieta, wykazała, że aż 25 milionów Amerykanów miała styczność z tego rodzaju używkami. Królowała bezsprzecznie marihuana, która już 5 lat wcześniej trafiła na celownik Senatu. Wojna Antynarkotykowa prowadzona przez środowiska polityczne w rezultacie doprowadziła w 1986 do uchwalenia przez Kongres Aktu Antynarkotykowego, który między innymi ustanawiał minimalne kary za posiadanie substancji odurzających.

zdjęcie: Brian Zagst w serwisie BGG

Zasady gry Contraband nie należą do zbyt skomplikowanych, jeśli bazować na źródłach dostępnych w internecie. W roku 1979, czyli w momencie powstania tego tytułu, zaawansowane mechaniki nie należały do zbyt popularnych (a nawet nie istniały), tak więc po raz kolejny mamy tu do czynienia z tradycyjnym, chińczykowym roll & move, w którym po wyrzuceniu określonego rezultatu, poruszamy się po planszy daną liczbę pól.

Handlować będziemy marihuaną, w której pakiety zaopatrujemy się w tak egzotycznych miejscach jak Jamajka, Hawaje, Meksyk i Kolumbia. Następnie czeka nas żmudna podróż do Stanów, aczkolwiek jeśli mamy ochotę zarobić nieco więcej, naszym miejscem docelowym będzie Kanada. Wiąże się to jednak z większym ryzykiem utraty towaru.

zdjęcie: Brian Zagst w serwisie BGG

Co ciekawe, gra oferuje możliwość zaciągania pożyczek w banku, które mają wspomóc rozkręcenie nielegalnej działalności. Bankowe sępy żądają jednak procentu z zysków, określonego losowo na pociągniętej przez nas karcie pożyczki. Ot, ciekawa alternatywa dla kart znanych z nieśmiertelnego Monopolu. Poza tym na naszej drodze możemy napotkać na nieprzewidziane trudności, na skutek których część posiadanego przez nas towaru zostanie utracona.

Wykonanie gry, jak na tamte czasy, wygląda bardzo przyzwoicie. Uwagę zwraca zwłaszcza dbałość o wygląd mapy nałożonej na planszę, a także pomysłowy wygląd opakowania gry.
Dziś Contraband to tytuł właściwie niemożliwy do zdobycia. Z tego też powodu doprecyzowanie zasad, a zwłaszcza sposobu naliczania należnych bankowi procentów, pozostaje tajemnicą.


Źródła: BGG, Wikipedia

1 komentarz:

  1. Brzmi nieźle i jak tak na nią patrzę, to aż mam ochotę pograć :)

    OdpowiedzUsuń