sobota, 13 maja 2017

The Willow Game - recenzja gry

Willow to nie pierwsza i nie ostatnia planszówka bazująca na którymś z kinowych hitów. W tym przypadku mamy do czynienia z tytułem fantasy, przez wielu traktowanym jako film kultowy. Czy planszówka podołała i zdołała przenieść nas w barwny, acz niebezpieczny świat Willowa Ufgooda, Madmartigana i księżniczki Sorshy? Zerknijcie sami!

Kultowy film przeniesiony na planszę


Ci, którzy film oglądali, zapewne nadal mają w pamięci jego fragmenty. Pierwszą rzeczą, jaka rzuca się w oczy już w momencie czytania zasad gry jest niezwykle wierne odwzorowanie przygód które oglądaliśmy na ekranie. Gracze dzielą się na 2 drużyny: jedna strona kontroluje członków drużyny Dobra, drugiej przypada przywdziać opończe sług królowej Bavmordy. Ekipę Willowa zasili Madmartigan, dwóch wesołych skrzatów (traktowani jako jedna postać), oraz Airk Thaughbaer, natomiast ich przeciwnikami będą księżniczka Sorsha oraz generał Kael. Co ciekawe, Sorsha może przejść na stronę Dobra, jeśli zostaną spełnione określone warunki, to jest spotka się z Madmartiganem a w ruch pójdzie skrzaci pył, dzięki któremu para zapała do siebie uczuciem miłości. Identycznie jak w samym filmie :)

Barwna plansza zawiera wszystkie ważne lokacje z filmu

Podział sił wydaje się być nierówny, jednak to sojusznicy Bavmordy rozpoczynają z dość istotną przewagą. Każda postać rozpoczyna rozgrywkę z kartami specjalnymi i to właśnie Kael wraz z Sorshą mają ich najwięcej. Najważniejszą kartą w posiadaniu drużyny Dobra jest malutka Elora. To właśnie ona jest na celowniku ekipy Zła, a jej porwanie i doprowadzenie do zamku królowej równa się zwycięstwu sił ciemności. Rozgrywka przypomina odrobinę Fury of Dracula, gdzie karta Elory przekazywana jest w ukryciu pomiędzy czwórką "sprawiedliwych", aby uniemożliwiść jej wytropienie i porwanie.

Kolejni znajomi z filmu :)

Prawdziwą esencją gry są karty przygód, występujące w całkiem imponującej ilości. Tworzą one stos z którego każdy gracz dociągać będzie nowe karty dla swej postaci. Karty dzielą się na kilka różnych rodzajów, takich jak: przyjaciele (dobrzy i źli), przeciwnicy, zaklęcia, ekwipunek oraz wydarzenia. Zawierają one mnóstwo odniesień do filmu, głównie dzięki licznie występującym postaciom i stworom. Twórcy pokusili się nawet na umieszczenie postaci epizodycznych, jak lokalny siłacz Llug, którego małżonkę odwiedził uwodziciel Madmartigan (pamiętacie brawurową scenę ucieczki?) :)

Takich smaczków jak kości szamana i pyłu skrzatów jest tu mnóstwo

Karty postaci wyglądają dość biednie i podobnie jak pozostałe karty są wydrukowane na zwykłej tekturze. Tasowanie takich kart do najprzyjemniejszych niestety nie należy. Największym jednak problemem są tu klipsy służące do zaznaczania 2 statystyk każdej postaci (Magia lub Męstwo oraz Zdrowie). Zostawiają bowiem ślady, nawet przy najbardziej delikatnych próbach obchodzenia się z nimi.
W naszej turze do dyspozycji będziemy mieli ruch, walkę, oraz zagrywanie kart z naszej ręki. Walka przeprowadzana jest za pomocą sześciościennych kostek których wynik dodajemy do naszej statystyki (Męstwa lub Magii). Kluczowym elementem dla drużyny Dobra jest jak najszybsze dotarcie do lokacji specjalnych i odnajdywanie skarbów, będących potężnym magicznymi przedmiotami. Dzięki nim, w miarę upływu gry szala zwycięstwa przechodzi powoli w stronę Willowa i jego ekipy.

Death Dogs wyglądały świetnie i bez CGI

Kolejne ciekawostki nawiązujące do filmu to możliwość ukrywania się w lokacjach, karty transformacji w zwierzęta, a także obecność 2 armii: Airk posiada kartę armii Dobra, generał Kael dowodzi rzecz jasna zastępami Zła. To rzecz jasna nie koniec atrakcji jakie nas czekają! Zdjae się, że twórcy gry za punkt honory postawili sobie wpompowanie jak największej ilości odniesień do filmu. To cieszy :)

Gra niestety nie doczekała się wydania polskiego, a angielskie wersje po dziś dzień można kupić na rynku wtórnym za całkiem rozsądną cenę. Mój egzemplarz dotarł do mnie w zadziwiająco dobrym stanie, z nielicznymi przetarciami na pudełku i lekko zgiętą instrukcją. Instrukcją opisaną w sposób wprost doskonały i nie pozostawiający żadnych wątpliwości odnośnie reguł rządzących rozgrywką. Świetnie wypunktowana, jasna i przejrzysta.

Podróży po świecie Willowa ciąg dalszy

Dobra rada dla wszystkich którzy mają ochotę zaopatrzyć się w egzemplarz gry. Jeśli planujecie grać w 2 osoby, lepiej sobie darujcie. Kontrolowanie 4 postaci z których każda posiada własne karty na ręce jest nie tylko kłopotliwe, ale i niezbyt przyjemne. Gracz stojący po stronie Zła ma co prawda zaledwie 2 postacie do ogarnięcia, jednak na ręce aż kilkanaście kart. Kooperacja i przekazywanie Elory z rąk do rąk jest w przypadku Willowa  o wiele przyjemniejsze od samotnego rozstawiania postaci na mapie. Liczcie się również z tym, iż rozgrywka potrafi zająć nawet do 3 godzin! Obok losowości podczas rozstrzygania walk, jest to chyba najpoważniejszy zarzut w stosunku do gry.

Karty transformacji. Chyba nie sądziliście że może ich zabraknąć ;)

Nieczęsto zdarza się, aby wierność w stosunku do pierwotnego źródła - czy to filmu, czy książki - były aż tak olbrzymie. Tak skrupulatne odwzorowywanie jest niezwykle niebezpieczne, gdyż może mieć swoje odbicie w kiepskim balansie. Tak też rzecz się ma w przypadku planszowego Willowa gdzie przewaga stron w sposób bardzo widoczny zmienia się w trakcie trwania rozgrywki. Czy zmniejsza to przyjemność z gry? To zależy czy jesteśmy fanami filmu. W naszym przypadku bawiliśmy się doskonale, a każde pociągnięcie nowej karty przygód równało się z kolejnym komentarzem "No nie wierzę, wrzucili Burglekutta!". Oj tak, planszówka Willow pozwala po raz kolejny przenieść się do świata Fin Raziel, Meegosha i królowej Bavmordy. Jasne, archaiczna już mechanika raczej nikogo nie zachwyci, jednak klimat i mnogość różnego rodzaju odniesień do kultowego filmu, powinny w pełni usatysfakcjonować nie tylko Willowmaniaków, ale i fanów retro gier przygodowych!

Wiek: od 10 lat
Ilość graczy: 2-6  
Czas rozgrywki: 120-180 min.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz